| |
|
|
|
Takie w mej duszy
toczą się rozterki,
jakie określa
ten każdy wiersz
niewielki.
|
|
| |
|
|
|
Księga Gości
|
|
----------------------
To nie śmietnik lecz księga,
złemu stop w moim progu,
kto ma w sercu nienawiść mówi stop także Bogu.
I w ten sposób upada, w drzewie swego życia,
i wydłuża swą drogę, do Boskiego bycia.
I być może on nawet synem jest ciemności,
gdy tak żółć swą, wylewa,
z ust robactwem złości,
za miłość za szczerość odpłaca bliźniemu,
duszę topi w błocie.
Boże,
wybacz Jemu.
----------------------
|
|
Cóż mi po mozołach
i trudach wszelakich,
skoro z nich radości
nie mam dziś nijakich.
|
MOTTO
|
A teraz zostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy rzeczy; lecz z nich największa
jest miłość.
|
Jest to najwspanialsza z rzeczy, i najbardziej trwała, ...
bo czyż wiara nie skończy się, gdy będziemy mogli
wszystko zobaczyć i osiągniemy doskonałe poznanie? I czy rzeczywiście nie skończy się nadzieja, gdy
zaowocują wszystkie
nasze oczekiwania i staniemy się
posiadaczami pełni obietnic naszego Niebieskiego Ojca.
Jednak miłość nigdy się nie skończy, podobnie jak
nie miała początku. Bóg jest miłością i tak jak On jest bez początku,
bez początku jest miłość, ponieważ jest cechą Jego
charakteru, Jego usposobienia. I tak jak On
trwa wiecznie, wiecznie trwać też będzie miłość.
Z.03-58
|
|

Zło jest złem z założenia i nigdy się nie zmienia. Zmienia tylko stan
skupienia żeby zrobić z nas jelenia.

Miłością zamknij śmierci swej wrota.
Pogoń jej kota.
|
|
 |
|
 |
|
|
|
|
|
Strony:
1
2
3
4
5
6
7 8
9 10
Taki sobie wierszyk mały....
-------------------------------
Chciałbym napisać wiersz.
Taki mały.
Ale czy ty zrozumiesz,?
którędy me myśli podążały.
Chciałbym opisać życie.
Takie mętne.
Ale i tak nie uwierzycie
w to co przeżyłem.
To wstrętne.
Chciałbym przypisać sobie,
trochę dobroci.
Ale jak ją przekazać tobie.
Gdyż ona cię nie ozłoci.
Bo przecież każdy ma fobie.
A jest ona we mnie jak kobra.
Może opowiem co robię,
a ty machniesz ręką i powiesz
Dooobraa.
|

Zwiastun
Wojowniku światła,
serc i dusz,
z cieniem śmierci
kopie prawdy krusz.
Zbroją miłości
twego ciała
też prowadź bój,
ona najbardziej trwała.
Świat mroku
niszcz, nie daruj.
Dotrzymaj kroku,
sercem go obwaruj.
Kolorów duszy
swej promieniem,
strzelaj jak z kuszy,
walcz z jej cieniem.
Victoria Miłości
i Słońce jej Chwały
i tak nastąpią,
bo jeśli nie ty,
kamienie będą śpiewały.
|
Przyjdź
Już przyszedł
Twój
czas,
Duch spocznie
na
wielu z nas.
A jeśli nie
znajdziesz
w
człowieku,
swej
chwały,
kamienie
będą
śpiewały.
I ślepiec
dzisiaj
więcej widzi,
niż świat,
który
się Tobą
brzydzi.
Wędrowiec
Wędrując,
od ciała oddzieliwszy siebie,
oderwany od życia,
w ducha tej potrzebie.
Mknę,
ku granicom,
nieskończonych myśli.
Zebrać ów plon nieznany,
który Bóg mi ziścił.
Szukając,
dróg pokrętnych
w meandrach jaźni mej,
i ścieżek.
Znalazłem,
myśl prostą,
tak jasną,
że aż sam, nie wierzę.
Człowieka los,
to walka z ciałem, ducha,
kto przejmie władzę,
nad życiem,
mądrości posłucha.
Gdy materii niestałej,
oddasz laury chwały,
przegrasz bój z kretesem.
Tylko duch jest trwały.
I to taki jedynie
co w opiece miłości
Boga Jedynego
Jahwe Jegomości.
Dla Agaty
Dziecko moje -serce kryształowe.
Cóż uczyniłem tobie poprzez swoją mowę?
Nie takie były me zamysły i serca
ochota.
To jak wiedziesz swe życie to czysta głupota.
Chciałem ci przekazać szczytne ideały.
A przez to zranić cię może każdy człowiek mały.
Pamiętaj że zło za wszelką cenę dobru chce dorównać,
i w ludziach często zwycięża, a z dusz ich kupa g....a.
To prawda że w sercu człowieka wpierw dobra szukać trzeba. Lecz gdy
serca w nim niema i rozum nie skory, może ci on przynieść tylko życia
zmory.
Pamiętaj tę naukę przez swe całe życie.
Że zło jest łatwiejsze dlatego jest w
rozkwicie.
Dobro zaś trudne, bo wymaga
pracy.
Lecz przynosi owoce. Owoc szczęście
znaczy.
Szczęście znaczy miłość - i wolność też
znaczy.
Nie zapomnij nigdy o tym w największej
rozpaczy.
Wszystkie te przymioty oznaczają
Boga.
I przenigdy z nimi nie dopadnie cię trwoga.
Życia przypadki
Niepokój myśli.
Niepokój serca.
W mózg mi się wdziera,
czarna myśl krwiożercza.
Oto życia przypadki…
Niepewność losu.
Niepewność trzosu,
Całe życie niepewne,
Niczym gar bigosu.
Oto życia kwiatki….
Strach przed nieznanym.
Strach przed kochanym.
Uczucia płoche na rozstajnych drogach
próbują stanąć na swych własnych nogach.
Oto życia kratki…
Miłość szaleńcza.
Miłość dojrzała.
Po to się człowiek rodzi na świecie,
by przeżyć wszystko bez mała.
Prośba
Boże
wyprostuj ścieżki mego życia losu.
Niech
wszelkie zło które mnie otacza wokół,
nigdy już nie dojdzie w mym życiu do głosu.
Zabij w mym sercu i w sercach innych ludzi,
całą nienawiść która duszę brudzi.
Zasadź w mym wnętrzu i wnętrzach innych ludzi,
drzewo miłości którego korzenie,
oplotą te wnętrza żelaznym uściskiem.
By wszystko to czym się człowiek trudzi,
było dla jego szczęścia zyskiem.
Bądź mi Panie tarczą,
przed mrokiem czarnym złego zakusami.
By udręka w szczęście zmieniała się czasami.
Uchroń mnie Boże przed złym uczynkiem i językiem,
by dobroć była zawsze ludzkiego życia wynikiem.
Dla Juleczki
.
Dwa koniki stojąc w chłodzie,
rozmawiają o pogodzie.
.
Mówi konik siwy, mały:
cały tydzień deszcze lały.
Mokra trawa, no i sieczka
brzuch mi urósł, jak ta
beczka.
.
Mówi konik duży, kary:
u mnie sucho w stajni stary.
Suchy obrok, no i owies.
Co ty bracie na to powiesz.
.
Mój gospodarz pracowity
i nie pije okowity.
Twój zaś leń jest, bałaganiarz,
co za piwem się ugania.
.
No i ty się kiepsko starasz,
i robotą się nie parasz.
.
Słuchał konik siwy, mały.
Uszka mu poopadały.
.
Myśli sobie : od tej pory
do roboty będę skory.
Gdy zobaczy to mój Pan,
może zmieni się też sam.
.
Jak pomyślał tak uczynił.
Więcej Pana już nie winił.
Praca poszła tak że hej!
Pan też zmienił życie swe.
.
No i żyli moi mili, aż do dzisiaj,
do tej chwili.
.
Dla Katka
Komputerowy chłopiec,
umie w grze każdemu dopiec.
Kiedy wejdę z nim na serwer,
też oberwę.
Pozabijał już pół świata.
Karabinem, mieczem, nożem,
uczy się zabijać. Boże.!
Czasem rozmawiamy szczerze
on mi na to: Tato,
to tylko w komputerze.
Potem sny ma nieboraczek.
W nocy wstaje,
przez sen płacze.
Myślę sobie: niepodobna,
aby taka gra żałobna
coś dobrego chłopcu dała.
Senna mara.
Tam do kata.!
Zostaw gry te strategiczne,
przecież to jest makabryczne.
Czy nie możesz w wolnej chwili,
kiedy rankiem ptak zakwili,
na podwórko pobiec sobie.?
On mi na to: tak też zrobię.
No i dalej sobie siedzi
i pod nosem coś tam bredzi.
Chodzę w kółko i się wściekam,
ale z krzykiem ciągle zwlekam.
W końcu, ech. Komputer zdechł.
Serwer padł, a ekran zbladł.
Odzyskałem chłopca mego,
przytulaczka kochanego.
Morał powstał z tego taki:
Grajcie krótko nieboraki.
No i raczej w gry spokojne,
a nie w wojnę.
Pamiętajcie też o świecie,
bo w realu wnet zginiecie.
Lub zginiecie w internecie,
na serwerze w komputerze.

Anonimowy wiersz
Nie chcę pisać tych linijek.
Są one dla mnie, niczyje.
To o ludziach niegdyś bliskich,
lecz o duszach bardzo śliskich.
Życie ich poważnie spadło,
z mego piedestału, na dno.
Lecz nie czuję już urazy,
no bo czy jest ktoś bez skazy.
Żal tylko me serce ściska,
kiedy wspomnę o ich pyskach.
Dla Reni
Jedyną istotą z ludzi,
którą Bóg przebudził,
z mych rodziców krwi.
To ty.
Byłaś mi podporą siostro,
choć brykałem nieraz ostro.
Ty mówiłaś zawsze tak.
Przecież to mój brat.
Nie zawiodłem się na tobie,
byłaś w każdej mej chorobie.
Chociaż innym to nie w smak.
A gdy inni ze mnie drwili,
zazdrościli i szydzili.
Ty mówiłaś tak.
Przecież to mój brat.
Teraz ja mówię w pokorze,
pobłogosław siostrze Boże.
Wybacz proszę że podpowiem,
pobłogosław siostrze zdrowiem.
Także szczęściem bo w tej dobie,
mało kto ma szczęście w sobie.
Pobłogosław jej rodzinie,
niech jej troska każda zginie.
A w podzięce mówię tobie.
Jeśli najdzie cię zła chwila,
ja uczynię taki gest.
Powiem twym nieprzyjaciołom.
Tak. To moja siostra jest.

Miłość przedwiecznego Ojca
Nie umiem cię opisać Panie.
Twój ogrom jest tak wielki,
że gdy przyłożę pióro,
już tracę koncept wszelki.
Bo jak ukazać taki ogrom,
i jak wyjaśnić taką wielkość,
którą jest twoja miłość właśnie,
nad całym światem przeszło.
Nad każdym duchem i istnieniem,
pochylasz swoją głowę.
Dajesz każdemu nową szansę,
by życie zaczął nowe.
Całe twego stworzenia dzieło,
okryte jest mądrością.
I wiem że często płaczesz Panie,
nad ludzką niewdzięcznością.
A miłosierdzie wielkie twoje,
jest równe twej miłości..
Dlatego Boże ciągle przecież,
nie tracisz cierpliwości.
Lecz przyjdzie taka chwila,
że wszyscy już azali,
dostali swoje szanse,
i się nie pozmieniali.
A wtedy ty swą mocą,
w obronie ludu swego,
pozmieniasz wszystkie czasy.
I nie zostawisz złego.
I stało się że ja,
swym kiepskim tak konceptem,
ledwie musnąłem twoją postać,
mym nędznym intelektem.

Do Matki
Pamiętam te wszystkie chwile,
twojej matczynej miłości.
Wspominam też nieraz mile,
twoje niewielkie złości.
Ja wiem że taka losów kolej.
I każdy o tym wie,
że wpierw człowiek na świat przychodzi,
a potem odchodzi we mgle.
Pamiętam twojej pracy,
dnia codziennego znój.
Wspominam też twe ostatnie słowa,
"syneczku mój".
Wiem że tu jesteś.
A jednak cię nie ma.
to jest zagadka
wiecznego istnienia.
Kto żyje w ciele. W ciele swym ginie.
Kto żyje w duchu, nie ma nad nim władzy,
ni śmierć ni człowiek,
Bóg tylko jedynie.
Bo duch i ciało nie jedno znaczy.
Każdy się o tym przekona.
Gdy śmierć w pewnym momencie zobaczy,
i dowie się po co jest ona.
Marzenia
Chciałbym by ten dzień wrześniowy,
rozpoczął życia mego okres, całkiem nowy.
Modlę się, by przeszłych zdarzeń złe chwile,
odeszły w niepamięci czeluść. Głęboką na milę.
Boże mój, powstałem już chyba z grobu.
Nie pozwól bym powrócił tam znowu.
Tracimy wszelkie marzenia, tak jak człowiek mowę.
Lecz ty Panie w swym miłosierdziu, dajesz nam wciąż nowe.
Bo cóż bez swych marzeń wszelki człowiek znaczy.
Dzień dla niego wtedy, bezbarwny, żebraczy.
Każda chwila się ciągnie, bez sensu, przewlekle.
Człek czuje jakby jego duszę, diabeł trzymał w piekle.
J wtedy marzenie nowe, jak piorun spadając,
iskrę życia wskrzesza, los nam odmieniając.
Boże mój, powstałem już z grobu.
Nie pozwól bym tam wrócił znowu.
Dorastając
W
wieku pewnym każdy powie,
że moc wspomnień ma o sobie.
Przeszłe czasy okolica,
wszystko wówczas nas zachwyca.
Wspomnienie naszych pierwszych kroków,
gdy wychodzimy z nieświadomości mroku.
Nasze pierwsze wesołe zabawy,
i z dorosłymi różne sprawy.
Pierwsza szkoła i do niej droga.
Pierwsze myśli kierowane do Boga.
Pierwsza wielka miłość i trwoga.
Pierwsza złamana noga.
Park, staw i uliczki,
o każdej porze roku.
Ładne domy i kamieniczki,
widziane od świtu do zmroku.
Pierwsza w Polsce przechodząca tędy kolej.
Duchy ludzi, walczących o swą wolną wolę.
Tych wszystkich wspomnień jest bardzo wiele..
Choćby cud w naszym kościele.
Kiedy ludzie ujrzeli po gromnicy,
postać świętą koło dzwonnicy.
Pierwsze wagary i po nich bura.
Pierwsza zmarszczona ze strachu skóra.
Wysokość drzew, które rosną z nami.
Plusk kamienia w wodzie z jego zakolami.
Przyjaciół szepty i wrogów krzyki.
Nasze marzenia i nasze wybryki.
Miłość rodziców i dom rodzinny.
A każdy z losów jest z goła inny.
Szum wiatru z jego powiewami.
W naszej małej ojczyźnie zwanej Włochami.
JEDNYM SŁOWEM
Nie chcę tym wierszem przyprawiać boleści.
Więc jednym słowem skreślę,
co się w nim pomieści:
Miłość.
Złość.
Zazdrość.
Głupota.
Miłość.
Rozczarowanie.
Żal.
Niecnota.
Miłość.
Zniechęcenie.
Litość.
Zmęczenie...
Gubi nas wszystkich,
skaza nie drobna.
Chęć udowodnienia czegoś,
czego niepodobna.
Na wszystkie czasy,
jestem tego zdania.
Żyjmy wszyscy wokół,
bez udowadniania.
Prawdziwej miłości nie trzeba dowodu,
gdyż wie ona niezbicie, że umrze nam z głodu.
Kłody rzucajmy do ognia,
by wzniecić płomień miłości.
Rzucać pod nogi to zbrodnia,
bo nie zostaną z nas, nawet kości.
Więc każdy gdy kocha prawdziwie...
Ma miła...
niech życzy drugiej osobie jedynie,
by była.!
Sen.
Sen czy jawa.?
Dwie rzeczywistości.
A która z nich to życia strona "prawa"?
Nie budźcie mnie. Nie budźcie!
Zanurzony jestem w spokoju,
który miękko oplata me zmysły,
niby delikatnym sznureczkiem powoju.
Jak we mgle lepkiej i ciepłej,
która przenika i koi mą jaźń,
pływają me senne marzenia.
A wy budząc mnie czynicie mi kaźń.!
Poruszam się niby chmura,
składająca się z tęczy kolorów.
W jedności z Bogiem i wszelkim bytem.
A każdy z kolorów piękniejszy jest od drugiego,
i wszystkie są najpiękniejsze jednako.
Każdy jest osobno,
lecz wszystkie są ze sobą zmieszane.
Kolory to istnień dusze.
Czuję wszechwiedzę swojego i innych kolorów.
Już żadne pytanie nie dręczy mej duszy.
Koniec katuszy.
Miłość przenika każdą mą cząsteczkę,
choć nie wiem z czego się składam.
Tak jestem energią.
Siłą miłości powiązaną z innymi miłościami,
bo nie znam złych uczuć. Zapomniałem.
Jakże wszystko jest piękne i proste.
Tęczowa chmura miłości i wiedzy której jestem cząstką,
unosi się gdzieś we wszechświata przestrzeni.
Gdzieś po najpiękniejszych jego zakątkach.
Choć wszystkie są równie piękne.
A ja i inne kolory,
jesteśmy w jego centrum jednocześnie.
On jest mym ciepłym, znanym i kochanym domem.
Mam wszystko.
Trwam w miłości.
Cóż to....
Nie chcę wracać na ziemię!
Na ziemi jest ludzkie plemię!
Czy jestem tam z własnej woli?
Nie budźcie mnie to przecież boli!..
Wracają pytania?! Niewiem?!
Mój byt zakłada kajdany.
Obudziliście mnie.?
O rany!...
Niemoc.
Bezmiar wszelkich uczuć
me trzewia zniewala.
Wylać z duszy ten wulkan,
rozum nie pozwala.
Żółć me gardło dusi
wzbierając zaciekle,
oblepiając zmysły
i raniąc przewlekle.
Czym ten wulkan zgasić?
Skąd wziąć morza bezkres
by mu ogień stłamsić,
skończyć bólu bezsens?
Jak wylać z serca
jego częstą mękę?
Gdzie znaleźć dlań ujście,
choćby jakąś wnękę?
By nie uczynić nikomu nic złego,
wylać ten olej duszy spróbuję,
na strofy wiersza tego.
Jak skręca wielka kraksa,
blachy parowozów,
tak wnętrzności gniotą
z pomocą powrozów,
niemoc, żal
i niewdzięczność łotrów.
Jak ubrać w słowa
uczuć tych esencję
by prawdziwą oddać
ich znaczeń sentencję?
Jak strach na wróble
stojący na polu,
targany wichrami życia
i ludzi pospołu.
Próbuję odnaleźć,
choćby małą ścieżkę,
której chciałbym oddać,
swego życia resztę.
Gdy ugasisz pragnienie
i wiesz jak to miło,
ktoś skradnie ci wodę
i powie: jej nie było.
Twe pragnienie wzrasta,
jak problem globalny.
I nie zaspokoi go nigdy
żaden kubek marny.
A życie tak rzecze:
bierz albo nie bierz.
Jeden tylko kubek
mam dla ciebie przecież.
Ja chyba jednak tak mu odpowiem:
Ten kubek wody oddam swoim dzieciom
i niech me pragnienia, razem ze mną, zdechną!
Poezja
smutku
W Boską formę wiersza
odziane
demona podszepty.
A spryt ich,
niedościgniony.
Rwą duszę strofy,
jak
konie
zamierzchłych królów ciała,
by krew się nie wylała.
Mądrość ich,
jak
całych ludów spuścizna.
Z ich mądrością nikczemną
poecie nie pierwszyzna.
Lecz wyrwać się
z ich stalowych kleszczy,
jedynie miłością wieszczby.
Serca utulon uczuciem
skończyć zepsucie.
Miłość, miłość rodzi.
Smutek cierpienie.
Radość, duszy brzmienie
i zadowolenie.
Bez morałów
prawda jedyna,
ją demon przeklina.
Miłość niszczy? zabija?
lecz takiego jak żmija !
Ręka
Światła
Będę pisał,
co mi ręce prowadzone myślą dobrą, każą.
A w iskrze treści niech drzemie światłość.
Bo wszelka światłość od Boga pochodzi.
Każdy się tutaj pewnie ze mną zgodzi.
O duchu Bożym,
chcę
rzec wam słów kilka.
Więc aby dostać takiego motylka
co
duszę wam wzniesie
na
świata wyżyny,
tylko
z dobroci Ojca przyczyny.
Wystarczy
miłością
zapałać
jedynie
do każdej
istoty na świata nizinie.
Bratu
być bratem,
choć
on nam nie umie.
Siostrze
być siostrą,
choćby
tą w rozumie.
Na
kwaśną minę,
dobrocią
rozbłysnąć.
Na
złości przyczynę,
śmiechem
się zachłysnąć.
Nikomu nic złego nie czynić,
jak
sobie.
I Pana miłości,
oddać
hołd osobie.
Przekazać nam wszelkie,
losów
swych stery,
dobro rodziny i przyszłość kariery,
pod zarząd Boski
i
niebieskiej sfery.
Swe obowiązki
spełniać
potrzeba
a wtedy motylek,
spadnie
na Cię z nieba.
Miłością
zabija się demony
Wszystko co złe
od złego pochodzi.
Bóg się jedynie,
czasem na to godzi.
Byśmy wiedzieli
co parzy jedynie,
i mądrość odkryli,
w zła swojej przewinie.
Wszak to sam człowiek,
chciał poznać tego
co się w jabłuszku,
znajdowało złego.
A teraz płacze po kątach niecnota,
że to nie tak, że nie tędy droga.
W Panu wszak zawsze jest ta ochota,
byś znalazł na powrót swą ścieżkę do Boga.
Lecz masz zadanie teraz nie lada
musisz zabijać sam w sobie gada.
On ci swą rękę poda w tej chwili,
jeśli modlitwą swą prośbę umilisz.
Bóg od ludzkości dziejów zarania,
uczy nas wszystkich sztuki kochania.
Niema takich grzechów , nie do wybaczenia,
jeśli w człowieku zło w dobro się zmienia.
Bo z dobra rośnie siewca miłości
i zło w takim człeku już nie zagości.
Suma tych prawd nas dzisiaj ozłoci.:
Nie handluj Aniołem który drzemie w twym ciele.
Obudź
go!!!
Aniołów Dobroci
jest dzisiaj niewiele.
Banał
– epitafium dla filozofów
Banał będę pisał,
banał.
Ale nie będę kłamał.
Że coś jest kręte,
gdy proste,
tak proste
aż
niepojęte.
Włosa na czworo
też
dzielił nie będę,
gdyż to jest błędem.
Już dwie ery temu,
w filozofii ta myśl zaistniała
aż dusza struchlała.
Miała wszelkie myśli ,
pokrętne,
a doszła do tego,
co przedtem.
Bo myśl ta ,
jest taka chmurna ,
że przed
i
po
tak samo jest durna.

„Tym
którzy Miłości szukają. Takiej, która się wciąż od nowa odradza i
na wolności zasadza.”
Wolność
To zła cień,
mówi,
byśmy szukali wolności.
A My tę Wolność
mamy,
w
Miłości.
Tylko Jej odkryć nie umiejąc,
w
udrękach
grzęźniemy,
Bogu
w
twarz się śmiejąc.
"Moja
wojna"
Kiedy moje życie,
wyrwiesz z mego ciała?
Przebywanie w nim,
na ziemi,
to straszliwa chała.
Zniszczyć tu głupotę,
przełamać bariery,
powyrywać wszystkim ludziom,
czarne gniazda Hery.
Poburzyć granice,
wzniecić pożar wojny,
lub odejść w spokoju,
nic w tym życiu znojnym.
Skoczyć z dachu świata
w odmęty przestrzeni,
może wtedy w życiu,
coś się znowu zmieni.
Złap górę największą,
ciśnij w nieboskłony,
może z nią wraz
znikną,
wsze ludzkie androny.
Wskoczę w słońce,
z chęcią,
niech ten żar piękności,
przepali me trzewia,
ciało razem z kośćmi.
Poubierać wszystkim,
śmieszne maski błaznów,
nie zobaczą siebie,
w przestrzeni wszechczasów.
A gdy już dokonam,
tego to zniszczenia,
wszelkiej nędzy rzeczy,
znajdę trochę cienia.
Usiądę zapłaczę,
duszę to skaleczy,
gdzie znajdę lekarza,
co duszę uleczy?
Inwalidztwo duszy,
gorsze niż cierpienie,
no więc chyba w życiu,
dzisiaj nic nie zmienię.
Opieka
Ktoś
cię wspiera,
ktoś przytula,
życie
dałeś
w
ręce króla.
A więc tańcz
i
szalej w świecie,
wszystko co złe,
przeszło
przecież.
Lecz podziękuj
tak
jak trzeba,
no i w tany,
aż
do nieba.
Przewrotność
losu
Drogą krętą,
koło
lasu,
wędrowało
dwóch
golasów.
Jeden
goły
był
w finanse,
drugi
wszelką
stracił
szansę.
Gdy dwie biedy
połączyli,
tak
Rokitę tym,
zmylili,
że
obfitość
skarbów
cala,
w
życiu im się
aż
przelała.
Co
nad miarę,
rozdawali,
bo
ich dusze,
znając
miłość,
oraz
dziecię
co
się żali,
diabłu,
dobrym
tym
uczynkiem,
duszę
czarną
przypalali.
Taniec
z Aniołem
Na tęczowym moście,
co w drogę się zmienia,
wywijam
koziołki,
przeszła smuga cienia.
Duchem uniesiony
gnam
przez nieboskłony.
Czartom Figem wskazał,
złam przewinę zmazał.
Każdy
ten piruet
z
Aniołem pod pachę
w
zbiornik mego życia,
dolewa dziś wachę.
”Anaelowi i opiekunom”
Hazardzista
Ty chyba
nie wiesz,
o co gra idzie.
Ty chyba nie wiesz,
że stawiasz tu swe życie.
Ty tak nie myślisz,
tu czort karty rozdaje.
Gdy z serca wyśnisz,
miłość tylko zostaje.
Tu jesteś aktorem,
lecz to nie twoja scena.
Gdy słowa muchomorem ,
już wchodzisz w smugę cienia.
Tu wygrać nie możesz,
źle poszaleć, jedynie.
Jutro powiesz Boże !
A co jeśli zginiesz?
Kuźnia
objazdowa
Grzech wypala dziurę
w duszy,
więc uciekać od nich,
muszę.
Taka to jest kuźnia
grzechów,
gdzie Lucyfer wciąż,
przy miechu.
A ze kuźnia
objazdowa,
więc uciekam wciąż,
od nowa.
Ciężko podkuć grzechem,
człeka,
gdy mu ciągle tak,
ucieka.
Porządki
Pójdę,
posprzątam
kretowiska,
drogę
wyczyszczę,
na
krzywej nikt nie zyska.
Dziury
zasypię
wyrównam
grabiami
na co komu doły,
tak między wierszami.
Pozbieram
wiatrołomy,
usunę zniszczenia,
niech służą jako opał
a
nie znak cierpienia.
W czasie burz przykucnę
a
po nich wzniosę czoło ,
bo
po każdej pracę
trzeba
zacząć nową.
Bliżej domu
Burzę
i
błyskawic błyski
lubię
od kołyski.
Zapach ozonu,
płynący
z nieboskłonu,
ciepłego deszczu
rzęsiste
morze,
wyjdę im naprzeciw,
na
siebie nic nie włożę.
Niech mnie obmyje
i
naelektryzuje.
Niech
mnie oczyści
i
znów zmobilizuje.
Od dziecka
biegałem
wśród
obrazów burzy,
kąpiąc
się w jej wyniku,
niebiańskiej
kałuży.
Błysk
jest
mi siostrą
a grzmot,
jest moim bratem,
w
nich to zawsze przecież,
upatruje
Tatę.
Mirosław
Między błyskawicą a grzmotów nawałem,
cicho i bez nerwów wciąż spacerowałem.
Burze są piękne lecz atmosferyczne,
ludzkie zaś nędzne gdyż
lucyferyczne.
Choć zasada ta sama
nie wywołam burzy,
bo pomyśleć wystarczy
komu ona służy.
Błyskawicą uderzę
lecz gromu nie wydam.
Wszelkie dobro zmierzę,
lecz do kłótni nie przydam.
Twój
czas
Przyjdzie
czas,
gdy
rankiem,
ptak zaśpiewa.
Czas
gdy
zaszumią drzewa.
Zieleń
uśmiechem
obsypie
piękne serce,
lecz
musi ono najpierw,
być
w wielkiej rozterce.
Inaczej
głuszą,
ułudy
i wady,
i
duch wtedy człeka
nie może
dać rady.
Tak
najczęściej
bywa,
że
gdy człowiek upadnie,
wtedy
Ojca wzywa.
Rzadko
woła przedtem
choć
w tym mądrość leży.
A gdy
nie zawołasz,
to
nikt nie przybieży.
Obudzona
zastaniesz
to jest
słowo moje,
lecz na
cóż niewiedzy,
tobie
wszelkie znoje.
Dusza
zapomina
o
wszelkiej swej roli,
gdy
została poddana,
do
ciała kontroli.
Taki los
człowieka,
lecz
czas wciąż ucieka, ucieka,
ucieka...
Dom
Stoję na dachu świata,
popatrzcie moi mili.
Patrzę na przeszłe lata
to Oni mnie tam postawili.
Bracia i siostry przedwieczne,
Bogu mili,
prawdy ostateczne.
Mój dom aż pod niebiosa,
wiecznie trwały,
prawdziwie rodzinny,
doskonały.
Na najtwardszym fundamencie.
Niewidzialny,
choć z materii.
Punkt widzenia od punktu siedzenia.
Prawda człowieka.
Lustro.
Zasada przeciwieństw,
której ludzie jeszcze
określić,
nie umieją.
Prawda
Miłość
Ojcze nie jestem Ciebie
Godzien,
ale nie mogę do Ciebie
nie przyjść.
Zbyt Cię kocham.
Biały wiatr
Wiatrem się stałem.
W wietrze ma nadzieja.
Że świat z nim przemierzę,
bo wiatr ciągle zmienia
Podałem mu rękę,
on mnie wziął w ramiona.
Tak to wolności
się
cud ten dokonał.
Z wolnością płynąłem
nad
ziemia szeroko
Tak by widziało
ten
wiatr każde oko
Z wolnością miłość,
i w niej się zawiera
Z miłością Chrystus
nadchodzi właśnie teraz.
Otwórz swe serce,
napełnij nim duszę
A skończysz swej duszy
wszelkie
jej katusze.
I wtedy,
powrócisz,
w
poczet synów nieba.
Swą
duszę nasycisz,
jak
pragnący chleba.
Woj
Wojowniku światła
niech spadnie zasłona.
Niech prawo miłości
się w sercu dokona.
Przebudź się żołnierzu,
pamiętaj o przymierzu,
który zawarł z tobą,
twój Bóg.
Bądź więc cierpliwym,
powiedz nie,
sercom chciwym,
i nie krzyżuj losów
swych
dróg.
Jedność w miłości
Połączcie,
bracia mili,
swoje siły,
by religie na świecie,
łączyły
a nie dzieliły
Bo któż je podzielił,
i któż się z tego śmieje,
kto drwi z proroków,
i skąd zły wiatr wieje.
Złe tylko dzieli,
z jednej prawdy dziesięć.
Dobro zaś łączy
wyrzuci kłamstw dziewięć.
I tylko w tej jednej,
miłość się zawiera.
W miłości Bóg mieszka
i innej prawdy niema.
W każdym człowieku.
jest ziarnko mądrości,
więc gdzie mądrość leży,
w jedności.
Tęskniąc
Tęsknota przed rozum wybiega,
tęsknota to mój kolega.
Z tęsknotą pod pachą niezbicie,
idę przez całe swe życie.
Serce mi z piersi wyrywa,
ściska jak ciężka pokrywa.
Umysł przewraca na opak,
tętni w swych gwiezdnych galopach.
Płacze i stęka i męczy,
dusi i szlocha i kwęczy,
pragnąc miłości jedynie,
takiej co, nieprzeminie.
A wszędzie coś czyha,
już ledwie dycha,
dusza ,co tęskniąc przymiera.
Utul ją Panie na swoich rękach
czyż będzie ta prapremiera ?
Ona pamięta tę miłość największą,
ona umiera tęsknotą najszczerszą.
Tu się odzywa głos z wysokości:
Jeśli pamiętasz jak u Mieś gościł,
czemu nie dajesz tak samo jak brałeś,
czy zapomniałeś?
I tu ma tęsknota stanęła ja wryta,
szczera to prawda a nie odkryta.
Któż może wiedzieć o Jego miłości
Jak
nie ten, co kiedyś tam gościł?
Życzenia
Oj, kuzynko ma daleka,
moja dusza dziś nie zwleka,
by Ci złożyć dziś życzenia
od „niepoprawnego lenia”
Obudziłaś mnie z niemocy,
którą zło jak zawsze, kroczy.
Ty z Jezusem ramię w ramię
nowy dom budujesz dla mnie.
Dom na skale.
Kiedy ja się wam odwdzięczę,
taką myślą dziś się męczę.
Lecz najlepszą dziś zapłatą,
dobro czynić wszystkim, za to.
Tak się modlę dziś żarliwie:
A więc w dzień niech zmartwychwstania,
wszystkie dusze się obudzą,
by nie było już płakania,
dusz, co w życiu się tak trudzą.
Tak ja życzę całej ziemi,
niech się piekło w niebo zmieni.
Niech król Chrystus nam króluje,
niech brat bratem a nie zbójem.
Wszyscy braćmi nie obcymi,
gdyż z jednego Boga, żywi.
Tak jak my jednością w Bogu,
tak na ziemi, w każdym progu.
Tam złączeni,
tu złączeni.
Wtedy ziemia,
w raj się zmieni.
Lecz przypomnieć,
wszystkim trzeba,
Że my jedno,
w Bogu z nieba.
|
|
ps. Mirosław opinie@autograf.pl
|
|
|
|
|
 |
|
 |
|
| |
|
 |
| |
|
Nie wiem gdzie to słyszałem ale obudziłem się 3
września z taką piosenką w głowie.
"Kochaj mnie.
Dotykiem,
słowem,
gestem.
Dopóki
jestem.
Dopóki jestem!!"
|
24.X.2005
Będę pisał, co mi ręce prowadzone myślą dobrą, każą. A w
iskrze treści niech drzemie światłość.
|
|
Prosta myśl prędzej do serca trafia, niż zagmatwane epitafia.
|
|
Głowa mnie boli, głowa. Każda myśl w kółko od nowa. Męczy i dręczy,
wierzga i kłuje. To mnie dołuje.
|
---------------------------
Złudne iskry w oczach czerni, bośmy światłu, zawsze wierni.
---------------------------
W udręce zło jest, a więc nie przystoi, zadręczać duszy żadnej, nawet
swojej.
|
|
|
|
|